Wizyta duszpasterska w miasteczku Wilanów

W miasteczku Wilanów wizyta duszpasterska trwa cały rok. Odwiedzający kolejne mieszkania i domy księża twierdzą, że rozmowa z mieszkańcami obala wiele stereotypów, krążących o jego mieszkańcach.

Jak dowiedziała się KAI wśród księży odwiedzających mieszkańców jest stały diakon Bogdan Sadowski i do niego zwróciła się z prośbą o informację, jak przebiega tradycyjna kolęda, zwana dziś wizytą duszpasterską. – Niezwykła tajemnica i przygoda, wspaniała parafia – mówi Sadowski.

Chodzenie „po kolędzie” jest specyficzne w Miasteczku Wilanów, gdyż parafia świątyni Opatrzności Bożej jest bardzo rozległa, a mieszkańcy są w domach około godz. 19 – mówi w rozmowie z KAI diakon Bogdan Sadowski. W grę wchodzą tylko dwie godziny, ale warto ten trud podjąć, gdyż to najlepszy sposób wychodzenia do wiernych, co postulował papież Franciszek. – To doskonały sposób wykorzystywania dobrze znanego kościelnego zwyczaju i modyfikacji – rozciągnięcie wizyt na cały rok. Nie ma lepszego sposobu na poznanie wiernych i ich życia i problemów.

Diakon Sadowski zaczął składać wizyty duszpasterskie w lutym 2015, po uzgodnieniach z poprzednim proboszczem, ks. Gwiazdą i potwierdzeniem przez obecnego, ks. Tadeusza Aleksandrowicza. Odwiedził już około tysiąc „adresów”. Przyjmowany jest w co czwartym mieszkaniu, ale nigdy nie spotkał się z agresywną odmową, po prostu słyszy, że właściciele nie są zainteresowani odwiedzinami.

Co wynika z tych wizyt? W miasteczku Wilanów mieszkają ludzie, którym się powiodło. Najczęstszy zawód to informatyk, kolejne zawody to osoby, prowadzące własną działalność gospodarczą, z wyższego szczebla kierowniczego, politycy i artyści. Młode małżeństwa z małymi dziećmi lub osoby samotne. Są świadomi swojego sukcesu oraz opinii, jaka o nich krąży – że są lemingami, o co mają żal, bo uważają, że to krzywdzący stereotyp.

Rozmowy, nieraz przeciągające się do 23 pokazują ich aktywność, wielkie zaangażowanie zawodowe oraz troskę o rodzinę. Jest sporo małżeństw niesakramentalnych, część z nich zapewnia, że weźmie ślub kościelny. Bardzo wiele z nich pielęgnuje wiarę, w niedzielę chodzi na Mszę św. do Świątyni Opatrzności lub wybiera się do innego kościoła, na przykład do pobliskiego, starego kościoła pw. św. Anny. Część należy do ruchów zrzeszających katolików świeckich, Odnowy w Duchu Świętym czy Neokatechumenatu. Wśród przyjmujących są osoby, które deklarują niewiarę, ale zapewniają, że chętnie porozmawiają.

Dobrze reagują też na fakt, że diakon jest osobą posiadającą rodzinę. Choć na polecenie kard. Nycza ubrany jest w sutannę, obrączka jest powodem do pytań o stan cywilny (najpierw jest zaskoczenie) i rozmowy o życiu rodzinnym stają się łatwiejsze. – Krąży stereotyp, że księża nie znają życia i choć jest nieprawdziwy, fakt posiadania rodziny ułatwia porozumienie. Spokojna rozmowa, bez pouczeń, może wiele wyjaśnić. Są osoby, które oddaliły się lub zraziły do Kościoła. Takim osobom tłumaczy, że z powodu jednego księdza nie można odchodzić od całej, wielkiej wspólnoty.

Co może jeszcze zaobserwować osoba, odwiedzająca parafian miasteczka Wilanów? – Według Sadowskiego to brak więzi społecznych – sąsiedzi się nie znają. Z mieszkań zjeżdżają windą do garaży, wsiadają w samochody, po powrocie do domu trafiają bezpośrednio do mieszkań. Kiedyś spotkał się z ludźmi pochodzącymi z małego miasteczka, jak większość mieszkańców. Skarżyli się, że nie znają sąsiadów. A w mieszkaniu obok mieszkały osoby właśnie z tego miasteczka, tylko nie nawiązali ze sobą nawet powierzchownej znajomości.

Podsumowując wilanowskie doświadczenia Bogdan Sadowski stwierdza, że wizyty duszpasterskie, trwające okrągły rok, są bardzo cenne, gdyż to najprostsze wyjście Kościoła do ludzi, o jakie apeluje papież Franciszek. Nie ma lepszego sposobu poznania ludzi niż odwiedzając ich w ich domach – mówi Sadowski. Świadczy o tym fakt, że niektórzy biskupi, na przykład biskup warszawsko-praski abp Henryk Hoser chodzi po kolędzie bez zapowiedzi i nikogo nie uprzedzając. To łączenie starego z nowym. Zaś diakoni stali mogą odciążać zapracowanych duszpasterzy, to może być cenna pomoc z ich strony. W jednej z parafii w Górze Kalwarii diakon stały też chodzi z wizytą duszpasterską, można byłoby ich posługę rozszerzyć. Piękna parafia, wspaniali ludzie – podsumowuje swoje doświadczenia diakon Sadowski. Będzie pukał do ich drzwi okrągły rok.

KAI