“Prymas Stefan Wyszyński – mąż stanu”. Prelekcja dr hab. Pawła Skibińskiego

Udostępniamy tekst prelekcji, którą wygłosił we czwartek 28 listopada archikatedrze warszawskiej dr hab. Paweł Skibiński w ramach nowego cyklu spotkań przed beatyfikacją Prymasa Wyszyńskiego.

dr hab. Paweł Skibiński

“Prymas Stefan Wyszyński – mąż stanu”,

archikatedra św. Jana Chrzciciela, Warszawa, 28 listopada 2019

1. Wszyscy pamiętamy zdjęcie, trumny prymasa z okresu publicznego jej wystawienia w ciągu kilku dni między zgonem a pogrzebem Prymasa Wyszyńskiego i szarfę, która przykrywała tę trumnę z napisem: “Niekoronowanemu królowi Polski”.

Co właściwie znaczył ten napis? Czy jest to potwierdzenie politycznych ambicji Prymasa? Czy Prymas był politykiem?

Był nim z pewnością, ale po pierwsze nie tylko, nie przede wszystkim, a w znacznej mierze z konieczności. Składało się na to kilka przyczyn:
Po pierwsze – komunizm polityzował całość życia społecznego, nawet to co się czytało w domowym zaciszu było polityczne, a co dopiero życie Kościoła – wspólnoty i instytucji uznawanej za wroga przez reżim.
Po drugie – każdy biskup jest z konieczności po trosze politykiem – w tym znaczeniu że prowadzi (czy powinien prowadzić) świadome działania na rzecz moralnego kształtowania przestrzeni publicznej.
Po trzecie – Prymas nie bez racji, uważał że w Polsce Kościół żyje w bliskim związku, w symbiozie, z narodem, a więc w godzinie próby, jaką jest komunizm musi wspierać zniewolony przez rządzących naród, dysponując jedyną organizacja społeczną niezależną od komunistycznego państwa.

2. Służba Prymasa Tysiąclecia stanowiła też z pewnością nawiązanie do tradycji interrexa – który sprawował władzę pomiędzy dwoma prawomocnymi władcami. Taką rolę bez wątpienia pełnił prymas Wyszyński – tyle że rządził raczej duszami i umysłami narodu – w okresie między II RP, a III RP. Miał bezsprzeczny autorytet u Polaków – autentyczny bo umocowany w akceptacji społecznej i niekontrolowany przez komunistów, którzy z punktu widzenia prymasa sprawowali władzę realną – powinni więc ponosić za to realną odpowiedzialność – ale nie prawomocną, bowiem nie mieli akceptacji narodu.

Dodajmy, że prymas lubił się orientować w polityce, rozumiał i znał jej reguły, ale nie lokował w niej swoich ambicji osobistych.

3. W sprawowaniu tej prymasowskiej władzy głównie chodziło o obronę narodu – zagrożonego:
– po pierwsze – demoralizacją i dewastacją powojenną;
– po drugie – zgubnymi skutkami uzależnienia od Moskwy – drapieżnego, komunistycznego imperium;
– po trzecie – laicyzacją – wprowadzaną w sposób forsowny przez komunistów.

W swoim przekonaniu nie mógł liczyć na pomoc Zachodu, który chciał wykorzystać Polaków do destabilizacji sowieckiego imperium, ale już nie wziąć odpowiedzialność za skutki swych działań. Od 1955-1956 Prymas powtarzał, że Zachód nie zaangażuje się militarnie przeciwko Sowietom, a nie miał też zaufania do Zachodu – wiedząc więcej niż przeciętny Polak o moralnych skutkach przemian cywilizacyjnych na Zachodzie i powstawania społeczeństwa konsumpcyjnego.

Komunizm natomiast odbierał Prymas jako system nienaturalny i bezbożny zarazem. Wynaturzał on władzę, niewolił i deprawował społeczeństwo, niszczył własność, wprowadzał bezbożnictwo. Ale w związku z tym był systemem nienaturalnym, ale nietrwałym. Przyznajmy, że Prymas nie pomylił się w jego ocenie.

3. Czy Prymas pragnął powierzonej mu przez historię władzy? Z pewnością nie – uważał jej sprawowanie za swój obowiązek, ale z ulgą przyjął w 1980 r. pojawienie się “Solidarności” – autentycznej reprezentacji społeczeństwa – umożliwiającej Kościołowi powrót do sprawowania głównie misji moralnej i duchowej, a cofnięcie się z polityki, w którą komunizm wpychał Kościół przez poprzednie dekady.

4. Prymas pojmował swą misję w sferze polityki, jako element służby Ojczyźnie – wynik praktykowania przezeń cnoty miłości – w tym wypadku miłości wobec rodaków, zgodnie z zasadą “Ordo caritatis”. “Kocham Ojczyznę więcej niż własne serce…” – mawiał i ta miłość kazała mu, służąc Polsce występować w jej imieniu – domagając się od komunistycznych władz, poszanowania praw wiernych do wolności religijnej, broniąc rodzimej kultury przed dewastacjami, czy domagając się polityki pronatalistycznej. Nawet w stosunku do urzędników Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej Prymas także bronił dobra Polski i Kościoła w naszym kraju, często narażając się na krytykę i niezrozumienie.

Miłość Ojczyzny u Prymasa była bardzo uporządkowana – nie kłóciła się nigdy z miłością do Boga i Kościoła, które u Prymasa Wyszyńskiego zawsze były na miejscu pierwszym, jako fundament egzystencji człowieka i chrześcijanina. Prymas potrafił oddzielić ją od nienawiści do nieprzyjaciół – ba, odnosił się z chrześcijańska miłością do nich (np. modlitwa za “chłopców z UB, którzy najbardziej tego potrzebują”). Nie odczuwał nienawiści do innych narodów (Niemców, Rosjan czy Ukraińców), ale łączył ją ze świadomością że służy przede wszystkim swojej wspólnocie, za którą odpowiada.

Miłość Ojczyzny – na wzór Prymasa Wyszyńskiego – to trudna sztuka – której od Prymasa my wszyscy możemy się z pewnością uczyć. Dziś Kościół zatwierdzając dekret o heroiczności cnót prymasa, zapowiadając jego beatyfikację, stawia także i ten aspekt jego egzystencji za wzór dla chrześcijan, dla katolików. Dziś powinniśmy spojrzeć na tę służbę Prymasa wobec narodu, wobec społeczeństwa… i uczyć się miłości Ojczyzny od niego.

5. Podsumowując – Prymas Wyszyński był przywódcą narodu, był w specjalny sposób polskim mężem stanu, ale nie był nim ani z własnej woli, ani przede wszystkim. To że mówimy o jego dorobku dla Polski, nie powinno przyćmiewać tego, że był przede wszystkim duszpasterzem, moralnym wychowawcą narodu, sługą Kościoła powszechnego, który czuł także wielką odpowiedzialność za swoją Ojczyznę.

archwwa.pl