Papież odwiedził teren trzęsienia ziemi w Camerino

Jesteśmy mali pod niebem i bezsilni, gdy ziemia się trzęsie, ale dla Boga jesteśmy bardziej cenni niż jakakolwiek rzecz - mówił papież Franciszek w homilii podczas Mszy św., jaką odprawił w niedzielę Trójcy Świętej w Camerino. Ojciec Święty odwiedził tereny dotknięte w 2016 rokiem trzęsieniem ziemi w regionie Marche w środkowych Włoszech.

Po przylocie do Camerino papież spotkał się z rodzinami poszkodowanymi w trzęsieniu ziemi, mieszkającymi w tymczasowych lokalach w Cortine, po czym odwiedził katedrę w Camerino i spotkał się z burmistrzami miast położonych na terenie archidiecezji Camerino-San Severino Marche. Z kolei na placu Cavoura odprawił Mszę św.

– W obliczu tego, co widzieliście i znieśliście, w obliczu zawalonych domów i budynków, które stały się ruinami, pojawia się pytanie: czy jest człowiek? Czym jest, jeśli to, co wznosi może upaść w mgnieniu oka? Czym jest, jeśli jego nadzieja może obrócić się w proch? Czym jest człowiek? – pytał papież w homilii.

Zapewnił, że „Bóg pamięta o nas” w „niepewności, którą odczuwamy na zewnątrz i w naszym wnętrzu”. Pamięta, „to znaczy powraca do nas swym sercem, ponieważ zależy Mu na nas”. – I chociaż tutaj na niskościach w pośpiechu zapominamy o zbyt wielu rzeczach, to Bóg o nas nie zapomina. Nikt w Jego oczach nie jest godny pogardy, dla Niego każdy ma nieskończoną wartość: jesteśmy mali pod niebem i bezsilni, gdy ziemia się trzęsie, ale dla Boga jesteśmy bardziej cenni niż jakakolwiek rzecz – zaznaczył Franciszek.

Wskazał, że pamięć o tym, iż „nie jesteśmy zapomniani przez Boga, że jesteśmy Jego umiłowanymi dziećmi, wyjątkowymi i niezastępowalnymi”, daje nam „siłę, by nie poddawać się w obliczu przeciwności życia”. – Złe wspomnienia przychodzą, nawet jeśli o nich nie myślimy; ale się nie opłacają: pozostawiają jedynie melancholię i tęsknotę. Ale jakże trudno uwolnić się od złych wspomnień! Nadal prawdziwe jest to powiedzenie, według którego łatwiej było Bogu wyprowadzić Izraela z Egiptu niż Egipt z serca Izraela – zauważył papież.

Według niego, aby „uwolnić serce z przeszłości, która powraca, z negatywnych wspomnień, które nas zniewalają, z żalu, który paraliżuje, potrzebny jest ktoś, kto pomoże nam dźwigać ciężary, jakie mamy w naszym wnętrzu”. Jezus nie „usuwa nam ciężarów, jak tego chcielibyśmy, poszukując stale rozwiązań szybkich i powierzchownych’, ale „daje nam Ducha Świętego”. – Jego potrzebujemy, ponieważ jest On Pocieszycielem, Tym, który nie zostawia nas samymi pod ciężarem życia. To On przemienia naszą zniewoloną pamięć w pamięć swobodną, rany przeszłości w pamięć o zbawieniu. Dokonuje w nas tego, co uczynił dla Jezusa: Jego rany, okrutne rany wyrzeźbione przez zło, mocą Ducha Świętego stały się kanałami miłosierdzia, świetlistymi ranami, w których jaśnieje miłość Boga, miłość, która podnosi, która wskrzesza. To właśnie czyni Duch Święty, gdy Go zapraszamy do naszych ran. Namaszcza okrutne wspomnienia balsamem nadziei, ponieważ Duch Święty odbudowuje nadzieję – tłumaczył Franciszek.

Dodał, że nie chodzi o nadzieję przelotną. – Ziemskie nadzieje są ulotne, zawsze mają datę ważności: są zbudowane z ziemskich składników, które prędzej czy później się zepsują. Nadzieja Ducha Świętego jest nadzieją długoterminową. Nie traci ważności, ponieważ opiera się na wierności Boga. Nadzieja Ducha Świętego nie jest też optymizmem. Rodzi się głębiej, rozpala w głębi serca pewność bycia cennymi, bo jesteśmy miłowanymi. Tchnie pewność, że nie jesteśmy sami. Jest to nadzieja, która pozostawia w głębi pokój i radość, niezależnie od tego, co dzieje się na zewnątrz. Jest to nadzieja, która ma silne korzenie, której nie może wyrwać żadna burza życiowa – podkreślił papież, powołując się na słowa św. Pawła, że taka nadzieja „zawieść nie może” i „daje siłę do pokonywania wszelkich udręk”.

Odnosząc się do obchodzonej tego dnia uroczystości Trójcy Świętej, stwierdził, że nie jest Ona „zagadką teologiczną”, lecz stanowi „wspaniałą tajemnicę bliskości Boga”. Nie mamy „Boga samotnego w niebie, odległego i obojętnego”, lecz jest On „Ojcem, który dał nam swego Syna, który stał się człowiekiem takim jak my, i który, aby być jeszcze bliższym nas, aby nam pomóc dźwigać brzemiona życia, posyła nam swojego Ducha Świętego”. Duch „przychodzi do naszego ducha i w ten sposób pociesza nas od wewnątrz, wnosi w głębię nas samych czułość Boga”.

– Z Bogiem brzemiona życia nie pozostają na naszych barkach: Duch, którego przyzywamy za każdym razem, gdy czynimy znak krzyża, kiedy dotykamy naszych ramion, przychodzi, aby dać nam siłę, aby dodać nam otuchy, abyśmy unieśli ciężary. Istotnie jest specjalistą od wskrzeszania, podnoszenia, przebudowy. Potrzeba więcej siły, aby naprawić, niż zbudować, by zacząć na nowo, niż aby rozpocząć, aby się pojednać, niż aby zgodnie iść. To jest siła, którą daje nam Bóg. Dlatego ten, kto zbliża się do Boga, nie upada, idzie dalej: zaczyna od nowa, próbuje ponownie, odbudowuje – przekonywał Franciszek.

Przed końcowym błogosławieństwem odmówił z wiernymi modlitwę Anioł Pański. W krótkim rozważaniu zachęcił do solidarności z uchodźcami – “z mężczyznami, kobietami i dziećmi uciekającymi przed wojnami, prześladowaniami i pogwałceniem praw podstawowych”. – Oby nasze wspólnoty kościelne i obywatelskie były blisko nich, będąc wrażliwymi na ich potrzeby i na ich cierpienia – apelował papież.

Z placu Cavoura papież odjechał do ośrodka Wspólnoty św. Pawła, gdzie zje obiad z duchowieństwem archidiecezji Camerino-San Severino Marche. Na 15.00 zaplanowano odlot helikopterem do Watykanu.

KAI/ad